6 największych łajdactw brata Smerfa Marudy Dariusza M. z Pabianic (wcześniej Ustka )

Łajdactwo I – po bankructwie mojej firmy w 1999 roku, spowodowanej równiez przez depresje endogenną,  tata miał mojej rodzinie kupić mieszkanie, oczywiście na swoje nazwisko, stanowczo sprzeciwił się temu brat Dariusz , argumentując bardzo  dziwnie, że skoro mieliśmy firmę, która padła, to nam już nic się nie należy ???  Dodatkowym znanym mi jego argumentem było to że mieliśmy już mieszkanie w Ustce ( po przeprowadzce do Słupska sprzedaliśmy je ) to też nam już się nic nie należy ( mieszkanie było żony, dostała je od miasta, z opusszczenie lokalu, gdzie pózniej powstało Muzeum Usteckie) a bratu Dariuszowi  w 1996 roku mieszkanie zafundowali rodzice, wykupując za 60 000 zł Taka chytra menda społeczna już była z mojego brata, już wtedy chciał wszystko zagarnąć dla siebie. Zaczęliśmy już nawet z byłą żona szukać odpowiedniego mieszkania, ale ten bandyta tak truł w rodzinie, używając nie znanych mi pewnie jeszcze innych kłamstw, tak że przekonał rodzinę, że w końcu do zakupu nie doszło i moja rodzina się rozpadła. Gdy nalegałem Tata powiedział mi, że nie ma tyle pieniędzy, a gdy w październiku 2002 roku umarł, okazało się, że na koncie miał ponad 172 tys zł. Do dzisiaj pamiętam, że jak szedłem do dzieci to syn łapał mnie za nogi i nie chciał wypuścić, szlochając krzyczał , szczególnie jedna słowa pamiętam – Tata, jak teraz wyjdziesz to kiedyś cię zabije – dosyć dziwne jak dla 5 latka. Musieliśmy przed wyjściem tak kombinować, zająć go czymś aby synek nie połapał się , że już wychodzę. Oczywiście prawie co weekend dzieci przychodziły do mnie i dziadków na Leśną, ale takich scen nie zapomina się do końca życia.

 

Dariusz Mazur bandyta oszust z Pabianic

Łajdactwo II – około 2004 roku odkurzając pod kaloryferami znalazłem schowane przez mamę prawie 4 000 zł, oddałem jej kasę mówiąc, że o mało co, odkurzać nie wciągnął tych zwiniętych, owiniętych w papier toaletowych rulonów, wyglądających jak śmieci. Mama schowała to w inne miejsce, po paru dniach pieniądze zginęły i mój braciszek Dariusz rzucił podejrzenie, że to na pewno ja ukradłem i mama powinna mnie wyrzucić z domu. (sam wtedy podejrzewałam wczasowiczów.) Po paru miesiącach mama powiedziała mi, że zdradziła Darkowi, gdzie trzyma kasę. Łajdak wygrał podwójnie, od tego czasu mama przekazywała mu „nadmiar pieniędzy na przechowanie”, coby wpłacił na konto i zapewne wpłacał, ale na swoje.

 

 

 

 

 

Łajdactwo III – pod koniec 2005 roku, zaczął namawiać mamę , aby przeniosła się do istniejącego wtedy Domu Starców w usteckim szpitalu, że tam będzie miała lepsza opiekę niż moja ( sam przychodził wtedy po kasę lub gdy ja wyjeżdżałem na urlop) Aby mnie wygonić z mieszkania napisał wniosek do komisji alkoholowej aby skierowali mnie na przymusowe leczenie. Sam od lat 90-tych latał z Esperalem wszytym w pupę ) Jak dostałem pismo z sądu to myślałem, ze to jakiś żart, sąd oczywiście wniosek oddalił , brat nie potrafił przedstawić nawet jednego świadka potwierdzającego jego oszczerstwa. W związku z taką nagonką na wiosnę 2016 wpadłem w kolosalną depresję i wyprowadziłem się z Leśnej. (nie brałem wtedy chyba żadnych leków ) We wrześniu 2006 mama w końcu zgodziła się zamieszkać w domu starców na ul. Mickiewicza ( pamiętacie ten smród kału i szczochów, jak tam się wchodziło w odwiedziny ? ) Gdy 1 listopada poszedłem ja odwiedzić i zabrać na cmentarz ( brat pojechał do rodziny w Pabianicach) mama powiedziała , że nie chce tam dłużnej przebywać w tych fatalnych warunkach, jedzenie nie dobre itp. Mówiła o tym bratu, ale on nic nie zrobił w tej kwestii. Powiedziała, że chce wrócić na Leśna i poprosiła mnie abym nią się zajął. W tym czasie miałem już załatwiona pracę jako elektryk w mleczarni w Słupsku ( pracowałem tam 3 lata do rozpadu zakładu nie będąc, ani jednego dnia na zwolnieniu lekarskim ) i miałem zamieszkać gdzieś blisko Kobylnicy, zmieniłem plany i wprowadziłem się znowu na Leśną. Brat po powrocie od rodziny był wściekły na mnie i gdy poprosiłem go o pomoc w zatrudnieniu opiekunki, powiedział, że dopóki ja tu mieszkam, to jego nic nie interesuje, co się na Leśnej dzieje i słowa dotrzymał, przychodził tylko po samochód do garazu, nie zwracając uwagi, na to jak mama go wołała , aby ją odwiedził

Łajdactwo IV – ponieważ skończyły mu się stałe dodatkowe dochody z nadwyżki wysokiej emerytury mamy, w maju 2007 roku poszedł z mama do banku , aby upoważniła go do swojego konta, później mówił , ze powodem były jakieś zaległości w opłatach. Bardzo ciekawe zwłaszcza, że wszystko opłaty były scedowane na Bank spółdzielczy w Ustce i dokonywane były automatycznie z konta – jak ta ludzka świnia Dariusz Mazur miała czelność tak kłamać – dla mnie to niepojęte. Pierwsze co zrobił to oszczędności na opiekunce, przestał jej płacić za soboty, bo w weekendy to tylko ja miałem się opiekować mama, jego nie interesowało, że pracowałem na 12 godzinnych zmianach w Kobylnicy i z dojazdami 15 godzin nie było nie w Ustce, również w soboty.(To, że w końcu brat „włączył się” do opieki nad mama oczywiście było dla mnie korzystne, już nie wszystko było na mojej głowie )

W 2011 roku emerytura mamy wynosiła prawie 2 300 zł na rękę, brat Dariusz miał z czego kraść, sorry zabezpieczać mamie i przechowywać pieniądze.

Łajdactwo V – wielokrotne kłamstwa w sądzie, już na jednej z pierwszych rozpraw sędzinie o mało co oczy nie wypadły jak złapała Dariusza Mazura nie pierwszej próbie oszustwa i kłamstwa.

Wpierw zapytała się go czy mama leczyła się psychiatrycznie, stanowczo zaprzeczył i powiedział, że nigdy coś takiego nie miało miejsca, paręnaście minut później, kiedy ja opowiadałem, jak chodziłam razem z mama do psychiatry, to braciszek Dariusz nie wytrzymał i powiedział , że to on kochany synek samochodem woził mamę do psychiatry. Gdybyście mogli zobaczyć minę i reakcję |Wysokiego Sądu na filmie.

Ponadto kłamał i łgał, że po wyprowadzce w 1990 roku nigdy na Leśnej nie mieszkałem oraz, ze to on sam przez te lata opiekował się mama, nie ważne ze co roku wyjeżdżał na 2 miesiące , jeden miesiąc urlopu, drugi zwolnienia lekarskiego ( dobrze jest mieć w rodzinie żony lekarzy )

Łajdactwo VI – oszukanie własnej matki, że w razie jej śmierci, część majątku przejmie matka małoletnich dzieci Smerfa i zapewne zrobi z tym coś złego, roztrwoni i itp. bzdury. Najlepiej zrobi przypisując cały majątek na jego osobę, a on go później sprawiedliwie podzieli, tak jak to zrobiło kuzynostwo w Ustce. Gdy to nie pomagało, zaczął wyganiać i nie wpuszczać własną mamę do mieszkania na ul. Wróblewskiego, które rodzice mu kupili. Ostatnim ohydnym szantażem było to, że nie będą z nią utrzymywać kontaktu, ale jak zmieni testament, to „ w nagrodę” spędzi wigilie u rodziny brata żony w Pabianicach. Było to zaledwie 2 miesiące po śmierci taty, jej męża. Mama się ugięła i 23 grudnia 2002 podpisała przygotowany przez brata nowy testament, w którym cały majątek został zapisany na Dariusza Mazura.