Czy Smerf Maruda pójdzie siedzieć, czy dostanie wyrok w zawieszeniu ?

Rozpoczyna sią proces Kafki, sorry Smerfa Marudy, 201

a mnie się nawet nie chce nic pisać ... wyjaśnień do sądu, bronić się,

Przecież wszystko jest na tej stronie http://www.oszust-darek-z-ustka-pabianice.pl

jestem wypalony ...

tylko robienie zdjęć, powoduje, że z rana wyczołguję się z łóżka.

1

 

2

Brat Darek – Bo to jest moja własność ( kłamstwo, sprawa dopiero była w sądzie)

Sąsiadka D – Pana własność, szkoda

Brat Darek – Proszę się nie wtrącać

Sąsiadka D – Ja się nie wtrącam, tylko chce spokojnie w domu usiedzieć … pana własność … własność jeszcze nie wiadomo czyja będzie

Brat Darek – Proszę się nie wtrącać

Artur Mazur – Jeszcze sąsiadkę straszysz, sąsiadkę straszysz

Brat Darek – Proszę się nie wtrącać

Artur Mazur – Kogo jeszcze będziesz straszył ?

Brat Darek – Nikogo nie straszę

Sąsiadka D. – Własność. Opowiadała mi pana matka, coście z nią wyprawiali jak chodziła tam do was, jeszcze mogę zmienić zeznania, bo nie chciałam nic mówić, ale mogę iść i powiedzieć.

Brat Darek M. – Proszę panią testament jest nie do podważenia

Artur Mazur – Wszystko jest do podważenia

Sąsiadka D. – .Jest do podważenia. Opowiadała mi coście z nią wyprawiali, tam jak do was chodziła na Wróblewskiego, żeście ją bili, wyganiali i różne rzeczy … ( mieszkania brata na ul. Wróblewskiego, wykupionego na własność za pieniądze taty)

Artur Mazur – O to coś nowego, ja o tym nic nie wiem.

Brat Darek – … kłamie ... niezrozumiale

Artur Mazur – Wyganiali ją ?

Sąsiadka D. – Tak wyganiali ją stamtąd , bo tu … To wszystko przypisane jest na wnuczkę, czy na kogoś … żeby przyszła do Was ( pokazując w moją stronę)

Brat Darek – Po prostu nie jest pani poinformowana …

Sąsiadka D. – Wiem to od pana matki, bo mi to opowiadała

Brat: Darek – Proszę się nie wtrącać w miarę możliwości

Artur Mazur – Dlaczego ktoś ma się nie wtrącać. Sąsiedzi mają się nie wtrącać

Sąsiadka D. – Nie wtrącałam się i nie powiedziałam tego co mogłam powiedzieć, dlatego nie chciałam się wtrącać, a teraz mogę zmienić zeznania i będę się wtrącać bo chce mieć spokój tutaj, a nie awantury

 

 

 

 

 

 

 

Sąd Rejonowy w Słupsku

XIV Wydział Karny

Słupsk    Sygnatura akt XIV K 148/19

WYJAŚNIENIA

W odpowiedzi na akt oskarżenia z dnia 28 marca 2019 składam następujące wyjaśnienia, z uwagi, że od dziecka mam problemy z pamięcią krótką i koncentracją oraz nigdy nie byłem osobą wygadaną elokwentną udzielam niniejsze wyjaśnienia na piśmie, gdyż nie jestem w stanie tego opowiedzieć normalnie. .

Punkt I W/w czyny popełniłem będąc w stanie wysokiego wzburzenia i wściekłości, sparaliżowany sytuacją, stresem i depresją oraz zaistniałą sytuacja niebywałego skali oszustwa i bandyctwa poczynionego przez mojego brata. Na moje zachowanie miała również zdiagnozowana u mnie choroba F31, czyli depresja dwubiegunowa. ( Chciałbym zaznaczyć, ze pierwszy raz w szpitalu psychiatrycznym byłem już w 1988 roku, drugi w 1992 r) Poczynione wpisy miały na celu ostrzeżenie innych ludzi przed tym nieuczciwym, bezwzględnym człowiekiem, jakim jest mój brat, to tak, jak policja ostrzega starszych ludzi o oszustwach na „wnuczka”. Nie chce dopuścić , aby kogokolwiek innego spotkał podobny los, co mnie i moją rodzinę z rąk tego zwyrodnialca. Było to spowodowane, że brat Dariusz M. postąpił brew woli rodziców, zmuszając groźbą, podstępem, zastraszeniem i oszustwem naszą mamę do zmiany testamentu na swoją korzyść 2 miesiące po śmierci taty. Poprzedni testament wskazywał na moją córkę. Potwierdzają to zeznania świadków, wszystkie testamenty oraz wyjaśnienia w załącznikach. Proszę o dołączenie do akt sprawy IX Ns 47/13 ( Stwierdzenie nabycia spadku ), a gdy to nie wystarczy wezwać n/w świadków do sądu. Z ich zeznań wynika niezbicie, że brat oszukał i okradł moją rodzinę, moje dzieci i dlatego nazywanie go oszustom, bandytą i złodziejem jest w pełni uzasadnione i zgodne z prawda. Może być również zasadne wezwanie na świadków opiekunek mamy p. Wiolettę Stańczyk i p. Bogumiły Juszczyńskiej oraz moje dzieci Bartłomieja Mazur i Joannę Mazur i byłą żonę Iwonę Małolepszą – Mazur

Fragmenty zeznań:

 Sąsiad Stanisław  :

- Artur mieszkał z matką po śmierci ojca, opiekował się matką. Nie miał innego mieszkania. Pracował w nocy....Mieszkanie na ul. Leśnej po śmierci miały dostać wnuki. Jak Henryk Mazur kupił Dariuszowi mieszkanie to się spotkaliśmy, to było 54.000 zł. Henryk chciał pożyczyć pieniędzy, ale myśmy już mieli dla swojego syna przedpłatę zrobioną i odmówiłem. Nawet był spokojny, wiedział, że jeden i drugi syn będzie miał mieszkanie. W akcie u notariusza nie było napisane, bo Artur miał długi. Przez to jest całe to zamieszanie. ... 

...Henryk kupił mieszkanie Darkowi, a Artur będzie miał mieszkanie po nich- to wiem. Drugi testament, o którym się dowiedziałem to już mnie serce bolało, jako ojca, bo ja mam też dwoje dzieci i takie same mieszkanie i nie wierzę, że ojciec czy matka by wydziedziczyli własne dziecko. W tym stanie, w jakim ona była i by to podpisała?

 

 Sąsiadka Barbara: - Pani Justyna opowiadała mi o sporządzeniu testamentu, że testament był na wnuczkę, bo Artur miał długi i bali się o komorników. Justyna mi tak mówiła. Pani Mazur z panem Mazurem tak mówili, tak to przedstawiała pani Mazur. Nie mówiła nic o jeszcze jakimś testamencie.

Pani Mazur chyba miała konflikt, bo raz mi opowiadała, że poszła do mieszkania do Dariusza, to nie wiem, czy ją pobili czy ją wygonili, bo powiedzieli, że jak wszystko inwestuje w dzieci Artura to niech idzie do niego, z problemami czy z wizytami. Pani Justyna nie wiem czy miała konwikt z panem Arturem. Justyna mówiła mi, ze kupiła mieszkanie dla syna Dariusza ( na ul. Wróblewskiego) , a to na ul. Leśnej mali być dla Artura, ale ze względu na długi zapisano je na wnuczkę.

Kuzynka Wanda  - I wówczas padło pytanie, dlaczego Artur Mazur został wydziedziczony. Ciocia nie była świadoma tego wpisu notarialnego, powiedziała, że został wydziedziczony, bo nie ma środków do życia, jest chory, nie jest w stanie założyć rodziny. Nie rozumiała tego wpisu. … Ciocia również powiedziała taki fakt,, że głównym celem jest zapewnienie warunków zamieszkania dla Artura Mazura, syn Dariusz otrzymał mieszkanie wykupione przez rodziców … Ciocia miała obawy, żeby ująć,Artura Mazura ze względów finansowych że komornik zabierze mieszkanie i o tym fakcie wiedział brat Dariusz M.

Chodzi o Dariusza M. Mama próbowała dochodzić szczegółów. Było tylko stwierdzenie, jak mama się dopytywała, dlaczego tak mówi, że, mimo, że kupiliśmy mieszkanie Dariuszowi M. jest niemile widzianym gościem u niego, że często jak próbuje się dostać czy pójść tam to nie jest wpuszczana

Ciocia nic nie mówiła, że zmieni testament. Nie było rozmów o terminie sporządzenia testamentu z ciocią. Testament, który dotyczył wydziedziczenia Artura, to w tym testamencie ujęta jest córka Artura oraz mąż Henryk Mazur. Drugiego testamentu w ogóle nie widziałam. Z informacji od żony Dariusza M. wiem tylko tyle, że został sporządzony u notariusza akt, w którym Dariusz  ma spełnić wolę cioci. Taka była wypowiedź żony Dariusza M. Wola cioci miała być taka, żeby jej syn Artur Mazur nie został osobą bezdomną, że ma zamieszkać na ul. Leśnej w Ustce.

Sąsiadka Barbara  - Wiem,że testament był na wnuczkę,bo syn Dariusz dostał mieszkanie na Wróblewskiego.

wydaje mi się, że Dariusz wywierał presję na matce, żeby odwoła testament albo sporządziła inny. Wydaje mi się, że wywierał i to dużą presję na pani Justynie. Mi się to wydaje tak ogólnie z obserwacji.

to na pewno nie był ten jeden incydent, że Dariusz wygonił matkę, mogły być też inne.

Sąsiadka Marta O pierwszym testamencie to wiem, bo jej mąż mówił. Ja o drugim testamencie dowiedziałam się w czerwcu zeszłego roku … Zaraz o śmierci męża Justyna była bardzo przygnębiona Nie pamiętała wszystkiego,powtarzała swoje myśli. Jeszcze mówił H. Mazur , że sporządził testament na wnuki,... że Artur miał też jakieś sprawy w sądzie, nie chcieli by tu ktoś przyszedł na to mieszkanie i że najlepiej będzie jak testament będzie na wnuki. Zawsze mówili, że H. Mazur kupił mieszkanie dla syna Dariusza.

 

Iwona  -podtrzymuję obalenie drugiego testamentu, ponieważ nie wierzę, że na przestrzeni 2 miesięcy od śmierci Henryka Mazura nagle kochająca matka postanowiła wyrzucić swoje dziecko z domu i uczynić go bezdomnym.

 

Słyszałam z ust teścia, że Artur jest wydziedziczony, dlatego, że obawiali się jak to rodzice, że komornik zabierze nieruchomość. Stąd był zapis na wnuczkę. Ogólnie cały czas dziadek mówił, że chodzi o to, żeby Artur miał gdzie mieszkać, bo Darek mieszkanie już ma, kupili mu je rodzice.

….................................................................................................................

 

Brat wielokrotnie w sądzie kłamał i łgał, np.: że nie mieszkałem od 2000 na ul. Leśnej i po śmierci taty, nie opiekowałem się mamą - wszyscy świadkowie i moje dzieci potwierdziły prawdziwą wersję wydarzeń. .

 

 

Punkt II. Zapomnieć chciałbym również o tych traumatycznych przeżyciach związanych z karygodnymi czynami mojego brata Dariusza. M. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to mieszkanie na ul. Leśnej w Ustce, z uwagi na mamy wylew w 2000 r i postępująca chorobę Alzheimera nie było remontowane od 2001 roku. Meble i sprzęt były w większości z lat 70-80-tych, część nawet 60-tych. Pod tym adresem nie mieszkałem tylko przez 8 lat, od 1992 do 2000 roku. Większość sprzętu była stara i w fatalnym stanie, zdarzało mi się ze śmietnika przynosić lepsze meble, dywany i wymieniać. Ponadto na co częściowo są rachunki, kupowałem nowe wersalki i tapczany, stoły, fotele. Ponieważ brat ma mentalność starego oszusta i złodzieja, próbuje mi przypisać swoje cechy charakteru.

Zamki w drzwiach, wymieniłem w lipcu 2012, kiedy brat zaczął przeszkadzać i uniemożliwiał mi wynajem pokoi. Dariusz M. zaczął wypędzać moich letników z domu na Leśnej wszczynając awantury, pokazując im testament, okłamując, wczasowiczów, że to jego mieszkanie. Przyjeżdżał co kilka godzin, stukał do drzwi wczasowiczów i kazał im opuścić lokal. Dowodem są nagrania filmowe. Brat ustępował dopiero jak wzywałem policję, ale w następnych latach stawiając np.: swój samochód przed brama, uniemożliwiał wczasowiczom wyjazd i wjazd do ogródka. W jednym roku oblał drzwi tzw. kwasem maślanym, smród był niesamowity, mogą to potwierdzić sąsiedzi.

Co roku ponosiłem z tego powody straty rzędu 3-4 tys zł. Z uwagi, że te czyny popełniał z reguły pod koniec lipca, czyli w środku sezonu. Wielokrotnie miałem w planie podawać go na policje za stalking i naruszanie miru domowego, ale nie miałem na to sił i odwagi, brałem wtedy za słabe, złe dopasowane leki i miałem bardzo duży poziom leku tzw. nieśmiałości, a od lat wiem o tym z doświadczenia paradoksalnie najgorzej czuje się na wiosnę, od marca do ok. lipca. Po za tym sama nerwówka i brak zrozumienia całej sytuacji, nie mogłem i nie mogę do dzisiaj jak brat z którym w młodości słuchało się The Beatles, Pink Floydów, na starość zrobił się takim bezwzględnym, sadystycznym, chciwym arcyłotrem. Nigdy to do mnie nie dotrze.

Brat próbuje mnie przedstawiać jak degenerata, pijaka, osobę, która nigdy nigdzie nie pracowała, a to on sam już w latach 90-tch miał wszyty esperal bo nie potrafił pić niekontrolowanie. Sam nigdy nie miałem większych kłopotów z alkoholem. To brat, Dariusz M., aby przypiąć mi taka łatkę napisał własnoręcznie donoś na komisje alkoholową w 2006 roku, oraz „załatwił” mi 2 niebieskie karty, o których nie miałem pojęcia . ( zrobił to we wrześniu, kiedy już tam nie mieszkałem, tuż przed umieszczeniem mamy w domu starców).

Mogę przedstawić świadectwa pracy przez całą moja karierę zawodowa, czasami oczywiście pracowałem na czarno” i tak.

 

1984-1988 - Morska Obsługa Radiowa Statków – serwis, montaż, instalacje i uruchomienia urządzeń elektroniki morskiej na statkach budowanych w Stoczni „Ustka” i kutrach PPiUR “Korab”

 

1988-1990 - Warszawskie Zakłady Radiowe „RAWAR” - kierowałem samodzielną placówką serwisu fabrycznego radarów morskich obejmującą porty Ustka, Łeba, Darłowo.

 

1990-1999 - własna działalność gospodarcza - handel, serwis, montaż elektroniki morskiej, radia CB , radiotelefony profesjonalne Motorola, alarmy, TV przemysłowa, centrale telefoniczne - Jako autoryzowany dealer Motoroli sprzedałem i uruchomiłem kompletne sieci łączności dla np.: Straży Miejskiej w Ustce, Słupsku, wodociągów w Ustce, Bytowie , PGK Słupsk, sieci Taxi Słupsk, Kołobrzeg, wojsko, Obrona Cywilna i Straż Pożarna, Rybacka, Agencje Ochrony, Pogotowie Ratunkowe Słupsk. Największe stworzone sieci, to z przemiennikiem dla Obrony Cywilnej w Szczecinku, oraz z przemiennikiem i przystawką telefoniczną dla Słupskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Redzikowie ( z ręcznego radiotelefony był kontakt z usteckiego poligonu , z drugim takim samym na lotnisku oraz wejście na wewnętrzną sieć telefoniczną)

Niestety postępująca nieleczona choroba psychiczna i nagłe zmiany nastroju, od euforii i widzenia wszystkiego w różowych okularach, po apatie i nieuzasadniony strach, lęk przed kontaktem z ekspedientką w sklepie spożywczym i nie odbieranie telefonów od klientów. To wszystko spowodowało, że moja firma zbankrutowała.

Sąd może wystąpić do ZUS-u, czy Urzędu Pracy o zaświadczenie w jakich okresach, latach oficjalnie byłem zatrudniony.

Oczywiście po części jest to moja wina, powinienem był po drugim pobycie w szpitalu psychiatrycznym w 1992 roku kontynuować leczenie. Do dzisiaj pamiętam jak robiłem podchody do przychodni, która wtedy mieściła się koło „Morcinka”, ale lęk, strach, że zobaczy mnie ktoś znajomy nie pozwolił mi przekroczyć jej progów.

Nie jest prawdą, ze wszczynałem jakieś awantury i nie pomagałem rodzicom. To brat Dariusz M. dopiero od marca, kwietnia 2006 roku zaczął aktywnie pomagać mamie, gdy ja się wyprowadziłem, gdyż nie mogłem znieść ciągłym mamy awantur i kłótni ( mama chorowała na Alzheimera i nie brała żadnych leków w tym czasie) . Zresztą już po wylewie w 2000 roku, stan mamy bardzo się pogorszył i już wtedy gotowanie w domu przejął tata, bo mama sobie nie radziła. Po śmierci ojca na mnie spadły wszystkie obowiązki, w tym również robienie zakupów dla domu oraz gotowanie obiadów. Brat Dariusz tylko sporadycznie wpadał na Leśną 6a głównie pożyczyć od mamy pieniądze, po samochód taty i sprzęt pływający, który trzymał w garażu. Brat co roku wyjeżdżał na dwa kilkutygodniowe urlopy ( drugi wyjazd na zwolnienia lekarskie, czym sam się chwalił, bo ma w rodzinie lekarza ) Również w weekendy od maja do października załadowywał z garażu swoje na kanu dach Poloneza naszego taty i wyjeżdżał popływać. Trwało to aż do 2011 (ostatni 3-4 tygodniowy urlop miał w maju tego roku) , kiedy mama dostała kolejnego wylewu, który spowodował, że wymagała specjalistycznej całodobowej opieki. W czasie tego udaru mózgu, ja akurat nie przebywałem w domu na Leśnej bo korzystając z powrotu brata i ładnej pogody, sam wyjechałem na kilkudniowy wypoczynek

Brat we wrześniu 2006 roku ( po pozbyciu się wcześniej mojej osoby z mieszkania) umieścił mamę w domu starców w Ustce na ul. Kopernika i pomimo, ze mama nie chciała tam dłużnej zostać, co mówiła mnie i mojej byłej żonie. Po prostu w zamiarze brata było wynajmowanie tego mieszkania i czerpanie korzyści, bo pewnie zgarnięte pieniądze (ok. 170 000 zł ) w 2002 roku po śmierci taty, już przetracił. Powrót mamy by mu to uniemożliwił.

1 listopada 2009, pomimo, że byłem pełen urazy do mamy (za piekło, które wyrządzała mi i przychodzącym odwiedzić mnie dzieciom jak mieszkałem jeszcze na Leśnej, ale w końcu wiedziałem, że jest chora ) wiedząc, że brat wyjechał do rodziny do Pabianic, odwiedziłem mamę i zgodnie z jej wolą zaprowadziłem ją na cmentarz do grobu taty. Gdy wracaliśmy z cmentarza, mama powiedziała mi, że chce wrócić na Leśna i że mówiła o tym bratu, który nie chciał o tym słyszeć. Po tych słowach skierowała się w stronę domu. Spytałem się jej jak tam się dostanie. Odpowiedziała, że ma klucze. Po do domu próbowałem dodzwonić się do rodziny brata w Pabianicach, aby się go zapytać o zdanie i co zrobić z tym fantem. Sam w tym czasie miałem już nagraną pracę w Mleczarni w Kobylnicy i byłem w trakcie szukania stancji w Słupsku. Sam od maja brałem znowu leki i czułem się o wiele lepiej. Na życzenie i prośbę o mamy, abym nią się zaopiekował wróciłem do domu rodzinnego. Gdy tylko brat wrócił poprosiłem go o pomoc w poszukiwaniu opiekunki, gdyż zawsze byłem nieśmiałym niemową i bałem się kontaktów z ludźmi, na co duży wpływ miała również choroba i za słabe, niedopasowane leki. Niestety brat powiedział, że dopóki ja tu mieszkam, to jego to nic nie interesuje. Musiałem sam rozwieszając ulotki szukać pomocy, przyjąłem pierwszą, która się zgłosiła, okazało się to wielkim nieporozumieniem. Druga opiekunkę ktoś mi polecił i przychodziła ona po południu i podawała mamie obiad, ( wcześniej przygotowywany i ugotowany przeze mnie. a ja szykowałem i podawałem śniadania i kolacje. Brat w tym czasie obrażony, że jego plany nie wypaliły, przychodził tylko do ogródka i garażu po samochód, nie zachodzą do domu, pomimo że mama stukała w okna, czy wołała go z tarasu. Trwało to tak do śmierci ciotki okolice maja 2010, kiedy brat raz przyszedł do mnie po pieniądze, aby kupić mamie jakieś ubrania na pogrzeb. Powiedziałem mu, ze przy sobie nie mam, bo założyłem mamie konto w banku i sprawiłem, że wszystkie opłaty za media i czynsz bank regulował automatycznie. Powiedziałem mu, że oddam mu jak coś kupi. Brat na to zareagował bardzo nerwowo. Jak się później dowiedziałem następnego dnia poszedł z mamą do banku wystawić na swoją osobę pełnomocnictwo. Dopiero od pogrzebu cioci brat włączył się do pomocy przy mamie, zaczął przynosić jej obiady gotowane u siebie na Wróblewskiego.

Niestety zabrał opiekunce soboty, gdyż powiedział, że skora ja tu mieszkam, to ma się kto mamą zając. Nie interesowało go, że pracuje na 12 godzinne zmiany również w soboty i niedziele. Również gdy stan mamy się pogarszał w kolejnych latach nie chciał zatrudnić dodatkowej opiekunki, czy wykupić dodatkowych godzin, a mam miała duża emeryturę po mężu wynosząca przed śmiercią ponad 2 500 zł. Bratu szkoda było na to pieniędzy. Wielokrotnie również sąsiedzi zwracali się do Darka, aby zabezpieczył mamie lepsza opiekę. Sknerus zbywał ich i mówił, aby się nie wtrącali. Z pensji mamy miał ponad 1000 na czysto, na swoje wydatki.

Moje zachowanie nie wynikała z wydziedziczenia mnie przez rodziców, gdyż sam o to ich od 2000 roku prosiłem i w 2001 roku dowiedziałem się od taty, że zgodnie z moimi sugestiami mnie wydziedziczyli, a na moją część spadku powołali dzieci. Jako dowód są na to 2 testamenty mamy i taty. Później po śmierci taty, po odnalezieniu testamentów przez żonę brata okazało się , że zapisy były inne. Mój ojciec i mama Mazur Henryk i Justyna Mazur w testamentach ( ze stycznia 2001 r) zapisali cały majątek tylko mojej córce, gdy pytałem się mamy, dlaczego był taki wpis, to mówiła ze tak im poradził prawnik i nie była w stanie mi wytłumaczyć dlaczego i jaki był tego zamiar. Dopiero parę lat później dowiedziałem się od sąsiada, że mój ojciec chcąc podzielić majątek sprawiedliwie pół na pół , wziął pod uwagę, że bratu Dariuszowi w latach 90-tych dał pieniądze ok. 60 000 zł na wkup mieszkania spółdzielczego na ul. Wróblewskiego w Ustce i biorąc pod uwagę, że bratu Dariuszowi należało się 25 % zachowku, takie rozwiązanie będzie sprawiedliwe.

Gdy oba testamenty ze stycznia 2001 wyszły na wierzch, brat Dariusz z bratową, robili wszystko, aby mama zmieniła testament. Przestawali przychodzić na Leśna w odwiedziny, a gdy mama przychodziła do ich mieszkania na Wróblewskiego, wykupionego za taty pieniądze wyrzucali ją z domu, mówiąc, że niech sobie idzie do wnuczki, skoro jej zapisała majątek.

Prawie miesięczna nagonka na mamę, prośby, groźby i szantaże spowodowały doprowadziła do napisania po 11 miesiącach od pierwszego testamentu, drugiego z 23 grudnia 2001, o zupełnie innej treści, tuż przed wigilią brzmiącego zgodnie z wolą brata.

Sytuacja z gazem pieprzowym wyglądała inaczej, gdy naklejałem na słupie plakat ostrzegający przed niebezpiecznym człowiekiem, podbiegł mój brat, bez namysłu zacząłem się bronic gazem, a później zacząłem uciekać.

Nadmieniam, że od lipca 2018 roku, pobytu w szpitalu psychiatrycznym, gdzie psycholożka przekonała mnie, że jedynym wyjście dla mnie, jest zapomnieć o tych traumatycznych przeżyciach i straconych przez chorobę i brata kilkunastu latach. Także próbuję zacząć żyć od nowa, niestety ten proces otworzył jeszcze nie zagojone rany i znowu przeżywam to samo.

Niestety pomimo, że prawie od kilkunastu lat biorę leki były one za słabe i nie pozwalały mi w miarę normalnie żyć. Również sytuacja związana z zachowaniem brata powodowała, że cały czas żyłem w poczuciu strachu, niepewności i bezcelowości. Dopiero jak zacząłem kilkanaście miesięcy temu, brać odpowiednik prozaku i zwiększyłem sobie sam dawkowanie do 2 tabletek, czuje się o wiele lepiej.

To wszystko co robiłem, robiłem w stanie wielkiego wzburzenia i zawsze jak sobie o tym przypominam bierze mnie cholera i nerwówka, co tam mieszkanie i spadek, ale tyle straconych bezpowrotnie lat, które mógłbym przeżyć w lepszym stanie, samopoczuciu i razem z dziecmi.

Sąsiadka Barbara Duch, nigdy nie wycofała się z tych wypowiedzi.

Brat wbrew temu co brat twierdzi, nie chciał on abym regulował, miał pieniądze na opłaty, w tym celu zrywał mi ogłoszenia z okien - wynajmę pokój oraz wyganiał wczasowiczów – to z powodu jego agresywnego zachowania wzywałem policje. Brat chciał doprowadzić do sytuacji skrajnej, abym nie miał środków na życie i opłaty, abym jak najszybciej opuścił lokal na Leśnej lub popełnił samobójstwo.

Brat kolejny raz kłamie, że przez większość życia utrzymywałem się na „garnuszku rodziców” To jemu rodzice wykupili w latach 90-tych mieszkanie i pomagali mu finansowo. Po śmierci ojca, przez wiele lat przychodził do mamy po pieniądze, a to w ramach pożyczki, później mówił ze bierze na przechowanie i będzie wpłacał do banku. Z domu rodzinnego wyprowadziłem się w 1992 roku, czyli parę lat wcześniej od 3 lata starszego brata. Przez wiele lat pracowałem, prowadziłem firmę. Niestety nasilające się stany depresyjne i związane z tym kłopoty z pamięcią, koncentracją uwagi oraz gwałtowne zmiany nastroju spowodowały, że czasami ja traciłem lub sam się zwalniałem. Tym nie mniej, dorabiałem na umowy zlecenia lub na czarno. Jako dowód mogę przedstawić świadectwa Pracy i zestawienie z Urzędu Pracy potwierdzające okresy zatrudnienia.

Brat użył stwierdzenia, że szantażowałem rodziców swoją częścią spadku ? Nie wiem co miał Dariusz na myśli, może wytłumaczy ?

Wbrew temu co brat zeznał, nie kontestuje, nie jestem przeciwny ogólnym wartością i normą społecznym, tym bardziej nie dyskredytuję i nie dyskredytowałem osób ich przestrzegających.

Również kłamstwem jest, że pisałem agresywne i nienawistne posty wobec kobiet, jak i wyznawców różnych religii i kultur.

Brat przytoczył, że kiedyś bez mojej wiedzy, została mi przez brata założona tzw. Niebieska Karta. Dowiedziałem się o tym, dopiero na posiedzeniu sądu, jak okazało działo się to we wrześniu 2009 roku, w czasie kiedy już nie mieszkałem na Leśnej i tuz przed umieszczeniem mojej mamy przez brata w domu Starców na ul. Kopernika w Ustce. Dariusz M potrzebował podkładek, aby uzasadnić swoje dalsze cele i zamiary.

Nieprawdą jest, że były w stosunku do mojej osoby prowadzone jakieś interwencje, związane z użyciem alkoholu czy bez. To ja wzywałem policje do awanturującego się brata Dariusza, który chcąc mnie pozbawić środków do życia, wyrzucał mi wczasowiczów. Czasami owszem miałem zaległości w czynszu , przeważnie na wiosnę, bo wtedy depresja najbardziej daje się we znaki, ale później to spłacałem.

Z uwagi na moją rozpacz i brak zrozumienia dla czynów brata wobec mojej osoby, nie mogąc w inny sposób odreagować, zacząłem pisać na forach prawdę o tym bardzo złym i niebezpiecznym człowieku.

Jeśli chodzi o charakter mojego brata to ja go słabo znałem, lepie już go znał tata.

Po upadku mojej firmy w 1999 roku, ojciec miał mojej rodzinie kupić mieszkanie w Słupsku, oczywiście na swoje nazwisko. Zaczęliśmy nawet już szukać i oglądać lokale. Później tata z tego zrezygnował. Jak mi później mama opowiadała, powodem było to, ze mój brat nękał ojca, żeby nam nic nie kupować, ponieważ wszystko już mieliśmy, zbankrutowaliśmy i nic nam się nie należy. Wtedy mamie nie za bardzo wierzyłem, w końcu po wylewie już nigdy nie doszła do siebie, było raczej coraz gorzej. była chora, ale następne czyny brata tylko potwierdziły jego upiorny chytry charakter.

Co do wyposażenia, to zgodnie z sentencją sądu miałem mieszkanie opróżnić ze wszystkich rzeczy.

Zresztą oprócz wyposażenie kupionego prze ze mnie nie było tam nic wartościowego. Postępującą choroba mamy spowodowała, że ostatni remont był w 2000/01 roku i polegał na położeniu paneli na korytarzach i schodach, ale ponieważ mama często robiła awantury robotnikom, trwało to długo, a n ostatnie dni remontu mama nocowała u brata, aby pozostały już tylko jeden fachowiec mógł skończyć pracę. Niestety, życie z osoba chora na aizchaimera to koszmar. Meble w mieszkaniu, dywany, szafy, szafki nocne, tapczany, wersalki pamiętały czasy 70-te Od tego czasu tata nie odważył się na cokolwiek. Gdy na początku 2007 roku kupiłem nowa pralkę i lodówkę to miałem ze strony mamy przez 3 miesiące awantury z tego powodu. Ale byłem zmuszony to kupić bo na moją osobę spadła wtedy cała opieka nad mamą oraz robienie obiadów. Radziłem sobie w ten sposób, że gotowałem w weekend na zapas, a następnie zamrażałem gotowe półprodukty i dlatego potrzebowałem dużej lodówki. Z uwagi na mamy zachowanie i konieczność częstych prań kupiłem tez nowa pralkę. Mój brat w tym okresie wypiął się na mamę i nic nie pomagał. W kolejnych latach zamieniałem meble na nowsze, dokupiłem 2 wersalkę, jeden tapczan, 4 fotele, dwa żyrandole, 2 stoły . Na część z tych rzeczy przedstawiłem rachunki.

Po okresie kiedy mama została umieszczona w ośrodku w Gardnie Wielkiej byłem zmuszony wyrzucić 2 wersalki z dolnego pokoju, gdzie spała mama. Wietrzenie im nie pomogło, zapach moczu był nie do usunięcia. Również z tego samego powodu na śmietniku wylądowały 2 dywany.

Jeden dywan w dobrym stanie udało mi się pozyskać ze śmietnika i po wypraniu jeszcze służył przez lata, drugi zamieniłem na jakiś staroć, który leżał od lat w piwnicy. Zmuszony byłem również dokupić kolejne 2 wersalki. Ostatnie trzy tapczaniki były w stanie agonalnym, po każdym poruszeniu się sprężyn trzeszczały i wrzynały się w ciało. Musiałem układać na nich po 2 warstwy koców. Tapczany w 5 razy lepszym stanie były na śmietniku, jeden nawet przyniosłem do garażu, ale nie miałem z kim zanieść na górę i wymienić.

Co do TV 14 calowych kupionych w latach 90-tych, nie były już to te stare telewizory, ponieważ przez te lata ulegały uszkodzeniu i były wymieniane na sprawne używane. Trzy telewizory dostałem kiedyś od sąsiadki p. Duch, która chciała abym pomógł jej wynieść jej na śmieci. 2 z nich były sprawne. Jeden TV większy dostałem od państwa Barnowskich z usteckich bunkrów. Prowadziłem im wtedy stronę internetowa, robiłem relacje zdjęciowe i filmowe z wydarzeń. Ponadto w 2018 telewizory kineskopowe nie były już nic warte. Za darmo ludzie nie chcieli.

Ponadto jeden z tych telewizorów właśnie marki Deawo brat po śmierci taty zabrał do swojej rodziny w Pabianicach, nie pytając się nawet mamy o zgodę. Rok później zabrał pilot od drugiego, gdyż tylko 2 takie były.

Ponadto kiedy mama zamieszkała w Gardnie Wielkiej odnowiłem, pomalowałem prawie całe mieszkanie, (wcześniej również pokoje na górze, łazienka i kuchnia były malowane, ale ile razy to nie pamiętam.) Wymieniłem również stare krany, prysznice, założyłem parawan do łazienki na górze. Od śmierci taty utrzymywałem to mieszkanie na jako takim poziomie, niestety mama była przeciwna wszelkim zmianom, remontom i zawsze kończyły się one awanturami.

Przez lata to ja myłem w tym domu szyby, prałem firanki, zasłony, dbałem o trawnik i ogródek, malowałem płot, okna. Mieszkanie jedyne na osiedlu miało jeszcze drewniane okna. Ponadto wracając do firan i zasłon, z uwagi na coraz gorszy stan mamy, większość była z nich porwanych, wielokrotnie pranych po kale itp. W 2011 roku dostałem od kuzynki Wandy Skrodzkiej kilka kompletów firanek i zasłon, które powiesiłem zamiast tamtych resztek.

Również pościel i większość kołder ( ludzie nie chcieli spać pod kołdrami z pierza, do tego starymi pamiętającymi czasy Gomółki) była przez mnie kupiona. Mama używała i kupowała tylko białe, które wymagały prasowania, dlatego przez lata kupiłem kilkanaście zestawów pościeli, z których część uległa naturalnemu zużyciu.

W głowie mi się nie mieściło, ze brat może mnie tak potraktować jak śmiecia i kazać się w parę dni wynosić z mieszkania, co oznajmił mi pod koniec czerwca . Przecież było ustalone z rodzicami, ze to mieszkanie przechodzi na moje dzieci.

Niestety okazało się, ze mój brat to istota o wyjątkowym bezwzględnym, bezdusznym i sadystycznym charakterem. Już na I rozprawie okłamał sąd że mama nigdy nie leczyła się psychiatrycznie, a gdy ja zacząłem opowiadać jak zajmowałem sobie i mamie miejsce w kolejce do psychiatry (chodziliśmy do tego samego) to on się wyrwał jak Filip z konopi, ze to on zawoził samochodem mamę do psychiatry. ( a ulicę obok ) Do dzisiaj pamiętam to wzburzenie i minę sędziny.

Nieprawdą jest, że na wiosnę włamałem się do mieszkania na Leśnej. Zachodziłem tam, co tydzień aby odbierać pocztę i któregoś razu zauważyłem prawie 1 cm szparę w drzwiach. Pchnąłem drzwi i otworzyłem. Obszedłem mieszkanie, aby zobaczyć, czy któryś z usteckich bezdomnych nie uczynił sobie tu meliny. W pokoju na górze zaważyłem wersalkę, którą nie zdążyłem sprzedać. Obejrzałem również drzwi wejściowe i nie było na nim żadnych śladów włamania. Korzystając z okazji sprzedałem moją własność. Nie wiem, czy w tym czasie był tam jeszcze licznik elektryczny. Pozabieram jeszcze część mojego wyposażenia prze mnie kupionego, w tym nowe gniazda elektryczne.

Kaloryfery, okna, podłogi, kafelki nie były pomazane farbą w spreju tylko pigmentem do farb, który jest łatwo zmywalny. Oczywiście kafelki i terakota kładziona w latach 70-tych miała już sama w sobie pęknięcia i zniszczenia wynikające ze wieloletniego używania. Nadawała się tylko do skucia i położenia nowej, co bym już zrobił dawno, gdybym nie miał brata. Oczywiście sam napis oszust był zrobiony farbą w spreju.

Nie wyrywałem ukuć okiennych, ani drzwiowych. Duże zniszczenia dokonała mama szarpiąc za klamki, później wszystkie klamki do okien zostały dla jej bezpieczeństwa zdjęte, bo potrafiła na golasa wyjść przez okno i chodzić po ulicy. W drzwiach do dużego pokoju zdemontowałem nowy zamek, który był moją własnością.

W sierpniu 2018 Dariusz M. oskarżył mnie nawet o kradzież 2 wodomierzy i 1 licznika energetycznego ? Gdzie? Skąd nie podał.

Nieprawdą jest, że to mieszkanie brat mi użyczył w użytkowanie. Przez lata robił wszystko, abym był zmuszony to mieszkanie opuścić, raz nawet ukradł mamie ok. 4 000 zł ( lata 2004-2005), aby następnie podejrzenia padły na moją osobę, ( oczywiście w tych czasach nie podejrzewałem o to brata, nawet jak mama powiedziała mi, ze brat pytał się jej, gdzie trzyma pieniądze i ona mu zdradziła schowek, nie mieściło mi się to w głowie, ze własny brat może być tak podłym człowiekiem) ) w ten i inny sposób nagabywał mamę, aby mnie wygoniła z domu, na ta okoliczność jak pokazał kolejny czas miał plan, umieścić mamę w domu starców i jak najszybciej przejąć mieszkanie na ul. Leśnej 6a . W czerwcu, albo na początku lipca 2012 r zaraz po ogłoszeniu testamentu po śmierci mamy, brat kazał mi się wynosić z rodzinnego mieszkania i dał mi łaskawie 3 dni na spakowanie się. Zaszokowany nie mając z tym z kim się podzielić, ( od lat prowadzę samotnicze życie ) poinformowałem o tych moich znajomych z usteckich bunkrów, państwa Barnowskich ( u których wtedy dorabiałem robiąc im stronę internetową oraz umieszczając bieżące relacje, zdjęcia i filmy z wydarzeń, razem kilkadziesiąt artykułów, ponieważ współpracowałem z nimi przez kolejne 2 lata.

( moje wpisy z tamtego okresu dostępne w internecie pod adresem http://www.bunkryustka.pl/ustka-bunkry/?start=108 )

Oni poradzili mi, że nie minął jeszcze termin odwołania, abym złożył do sądu odpowiednie pismo. Gdybym tego nie zrobił brat zapewne siłą wyrzuciłby mnie z mieszkania. Na wiosnę depresje meczy mnie najbardziej i wtedy jestem często bezwolny. Na moje szczęście brat w tym czasie zachorował i nie mógł tego fizycznie zrobić, ale próbował parę tygodni później jak przyjechał do Ustki, ale wtedy zostałem już poinformowany przez prawniczkę, ze nie ma do tego prawa i przy takich próbach dzwoniłem na policje.

Brat również kłamie, że drzwi wejściowe były uszkodzone, nosiły tylko ślady zwykłego użytkowania oraz małe zniszczenia po niefachowej próbie otwarcia dolnego zamka na silę, dokonane przez „fachowca” wynajętego przez brata.

Zapewne te drzwi są tam do tej pory. Brat po prostu dostawił II drzwi zewnętrzne.

Brat powołuje się, że musiał wymienić okna i poniósł koszt prawie 6 000 zł, ponieważ zostały prze mnie zniszczone, ale „zapomniał „napisać napisać , że 3 z nich to były drewniane starocie, a okna w dolnym pokoju miały okucia zniszczone również przez moją mamę. Musiałem później przewiercić okno tarasowe ma wylot i przykręcić na sztywno na śruby oraz zamocować zwykłą .

Po prostu okna nosiły tylko ślady zwykłego wieloletniego użytkownika, a te drewniane powinny zostać wymienione co najmniej 10 lat wcześniej. Podsumowując co można udowodnić zdjęciami, brat wymienił 3 stare okna drewniane na nowe plastikowe i jedno z drzwiami na taras., które już od lat miało uszkodzone zamknięcie oraz zapewne stare okno drewniane, pomiędzy kuchnią a łazienką. ( uszkodzone zamkniecie mogą potwierdzić moje dzieci i sąsiedzi z tarasu)

Również co najmniej 3 karnisze mocowałem i kupiłem osobiście, ponieważ mama w chorobie często ciągnęła za firanki i zasłonki, używając ich czasami zamiast papieru toaletowego, smarując kałem również wszystkie ściany, meble, dywany itp. W późniejszym okresie nakleiłem na okna folię półprzezroczystą bo nie nadążałem z naprawą karniszy. A mama potrafiła rozebrać się na golasa i stawać przed oknem na krześle i próbowała je otworzyć.

Kto opiekował się kiedyś starszą osoba ten wie jaki to koszmar.

Malowałem również okna, parapety, ściany, ogrodzenie na balkonie od zewnątrz parę razy przez te kilkanaście lat mieszkania tam, co też mogą potwierdzić sąsiedzi.

Wnoszę również, aby do akt sprawy został dołączone 2 testamenty mamy i 1 taty.

Więcej wyjaśnień, wraz z fragmentami zeznań świadków na wydrukach ze strony : http://www.oszust-darek-z-ustka-pabianice.pl

Załącznik nr 1 – wydruki ze strony http://www.oszust-darek-z-ustka-pabianice.pl

Załącznik 2 – ksero historii choroby

Załącznik 3 – płyta DVD z filmami

 

 

 

 

 

 

 Bandyta Dariusz M. bił i wyganiał własną matkę z mieszkania, które mu kupiła.

 

 

 

 

 

 

Znęcanie się nad bratem, próby doprowadzenia go do samobójstwa.

 

 

 

 

 

Wyganianie wczasowiczów cz. 1

 

 

 

 

 

 

Kolejne kłamsta i oszustwa Dariusza M. z Pabianic.

 

 

 

 

 

Włamanie złodzieja Dariusza M.  do mieszkania w Ustce przez okno 27 lipiec 2014

 

 

 

 

 

Załącznik nr 2 Ksero pisma z 18 listopada 2015

W związku z przeciągającym się postępowaniem spadkowym oraz ujawnieniem nowych faktów, chce złożyć rozszerzone wyjaśnienia dotyczące całej tej sytuacji. Nie chciałem wcześniej mówić o tych przykrych dla mnie i traumatycznych wydarzeniach, ale widzę, że nie mam wyjścia.

Chciałbym przypomnieć jak to się zaczęło, w 1999 roku, zbankrutowała mi firma, a w październiku 2000 roku wróciłem, przeprowadziłem się znowu do domu rodzinnego do Ustki na ul. Leśna  . W związku z długami, zaczem prosić rodziców, aby mnie wydziedziczyli, a moją część spadku przekazali na moje dziecka. Po dość długim okresie w 2002 roku dowiedziałem się, że tak zrobili, co mnie satysfakcjonowało. Cała rodzina, sąsiedzi wiedzieli, że to były takie lipne testamenty, co jest w ich zeznaniach. Po śmierci ojca, wiedziałem, że brat naciskał na mamę, aby zmieniła testament, bo w razie jej śmierci, majątkiem nie będą zarządzać dzieci, tylko ich opiekun prawny, czyli moja była żona i ona może mnie „wyrzucić” z mieszkania na Leśnej a lepiej będzie jak on będzie „zarządzał majątkiem i sprawiedliwie go podzieli” Nie słyszałem wtedy o innych naciskach, zastraszaniu, groźbach, biciu i wyrzucaniu mamy z mieszkania przez brata i tak brutalnych próbach nakłaniania mamy do zmiany testamentu. Sama data napisania testamentu 23 grudnia, czyli w przeddzień wigilii, to niejako musiało dla mamy być dodatkowym element nacisku i zastraszania, że albo spędzi święta po śmierci męża na Leśnej , tylko ze mną, albo pojedzie na wigilię do Łodzi, do rodziny brata żony. Moja mama została zmuszona podstępem i groźbami do zmiany, a że nikomu o tym nie mówiła, jak również o zmianach samych zapisów, rodzi podejrzenie, że nawet nie do końca rozumiała co podpisuje, jakie to niesie konsekwencje prawne, tym bardziej, że w testamencie były wymieniane nazwiska i imiona wnuków, co mogło być dodatkowo mylące.

Jeszcze przed uprawomocnieniem się testamentu, 26 czerwca 2012 brat nakazał mi opuszczenie mieszkania na Leśnej  w przeciągu parę dni oświadczając, że nie interesuje go co teraz zrobię. Tym samym złamał przekazywaną wolę rodziców, że te mieszkanie na Leśnej ma być dla mnie i moich dzieci. Brat doskonale wiedział, że od lat choruje na depresje i z jej powodu mam spore kłopoty.

Korzystając z mojego złego samopoczucia, pod koniec lipca 2012, brat chodził po pokojach wczasowiczów i ich wyganiał pokazując testament, że niby on tu jest właścicielem i mają się wyprowadzać, okłamał ich, że dzień wcześniej była policja i wyprosiła wczasowiczów. Policja oczywiście była, ale w sprawie awanturującego się brata i wyprosili, ale brata z mieszkania. Parokrotnie zakręcał też złośliwie główny zawór gazu. Przyznaje się, przy policjantach, że posiada klucz do mieszkania.` Dopiero po drugiej interwencji policji,brat przestał mię nachodzić i wyganiać wczasowiczów. Posiadam filmy z 2012 w trakcie interwencji policji,ale nie wnoszą one nic nowego i istotnego.

Ponadto mój brat próbował mnie sądownie wyeksmitować (pismo do sądy z dnia 17 lipca 2012 Sygn. Akt IX Ns 670/12) oraz spisać rzeczy ruchome należące do spadku argumentując , że nie wnoszę żadnych opłat za mieszkanie ( co było nieprawdą) i jemu powierzyć dozór nad mieszkaniem , a następnie po złożeniu przeze mnie apelacji, czyli ewentualnej konfrontacji w sądzie. 27 września 2012 wycofał wniosek o zabezpieczenie spadku. motywując, że z powodu upływu czasu , sprawa jest bezprzedmiotowa.

W następnych latach, brat parokrotnie usiłował siłą wyrzucić mnie z mieszkania, pod pretekstem niepłacenia, czynszu, oznajmiał, że mam spłacić całe zaległości w 3 dni, a jak nie to mam się wynosić. Nie chciał słuchać podawanych przeze mnie realnych terminów,kiedy będę w stanie po przyjeździe wczasowiczów, uregulować zaległości. Przed eskalacją działań powstrzymywało go tylko nagrywanie jego poczynań kamerą oraz wzywanie policji. Pamiętam co najmniej 4 takie policyjne interwencje.

Raz nawet włamał się do mieszkania, korzystając z otwartego lufcika w kuchni, wkładając rękę do środka, otworzył sobie całe okno, następnie zaczął myszkować po mieszkaniu i szufladach, obszedł wszystkie pokoje, gdy zobaczył, że w mieszkaniu są kamery, przesłonił ich obiektywy i rozpoczął demontaż zamka do drzwi wejściowych, chcąc zmienić zamek, było to 25 lipca 2014 r . Wiem od sąsiadów, że wcześniej wchodził również do pokoju wczasowiczów na parterze od ogródka i w nich myszkował, pomimo słownej ich interwencji. Oczywiście skutek był taki, ze wczasowicze się wyprowadzili i musiałem im oddawać pieniądze. Później w trakcie mojej interwencji i w czasie oczekiwania na przyjazd policji, brat kolejny raz próbował mnie siłą wypchnąć z mieszkania, słysząc to sąsiadka p. D zaczęła mówić, jak to naprawdę wyglądała sytuacja w listopadzie i grudniu 2012 r. po śmierci mojego ojca, jak mój brat, ze swoją żoną, nie wpuszczali mamy do swojego mieszkania na Wróblewskiego,bili ją i wyganiali, argumentując, że niech sobie idzie do wnuczki, skoro na nią jest testament, co pokazuje pod jaką presją i groźbami moja mama zmieniać testament i to w taki dzień 23 grudnia, dzień przed wigilią.

Mój brat wielokrotnie kłamał, np: w sprzeciwie do apelacji z 3.10.2012 r ( str. 53 )w że „nieprawdziwe są stwierdzenia, że syn Artur Mazur przez ostatnie 10 lat opiekował się swoją mamą oraz, że podobno przez hulaszczy tryb życia, alkoholizm,naruszanie czci doprowadził rodziców do desperacji i wydziedziczenia syna Artura, oraz , że Artur Mazur z domu rodzinnego na ul. Leśnej wyprowadził się w 1990 roku i nigdy więcej tam nie przebywał”

W zeznanie złożonych 21.05.2007 roku przed Sądem Rejonowym w Słupsku Sygn. akt III Rns 296/07 , Dariusz M. oświadczył, że jego brat mieszka na ul. Leśnej  .

Wszystkie zeznania sąsiadów i rodziny potwierdzają, że mieszkałem tam od jesieni 2000 r potwierdzić to mogą również moje dzieci,które prawie w każdy weekend do mnie przychodziły na ul. Leśną i tu spędzały również część wakacji,ferii. Często córka dzwoniła do mnie pytać jak się babcia czuje, czy mogą przyjść. Niestety mama już w latach 90-tych wpadała okresowo w tzw: złe humory i robiła wtedy wszystkim domownikom awantury pod byle jakim pretekstem. Po 2005 roku standardem była awantura co najmniej raz w tygodniu, a w 2006 to był to już horror. Dzieci musiały czasami z płaczem wracać do swojego domu, ponieważ ich babcia ganiała za wszystkimi z nożami, tasakami itp.

Brat skłamał również ,twierdząc, że to tylko on opiekował się matką, a wcześniej ojcem. Tata zmarł na zawał serca i do końca swojego życia to opiekował się swoją żoną, sam był w pełni sprawny. Do czasu mojej paromiesięcznej wyprowadzki w maj-listopad 2006 ( nie dało się już z mamą żyć spokojnie ), sam opiekowałem się mamą, robiłem obiady, sprzątałem w domu itp. Brat pojawiał się tam sporadycznie, pytał się często, czy nie przechować mamie pieniędzy i często takie od niej dostawał. Mama się wprost żaliła, że tak rzadko ją odwiedza.

Już wcześniej pod koniec 2005 brat chciał przejąć mieszkanie, podjudzał, nakłaniał mamę

aby mnie wygoniła z mieszkania na Leśnej, a jednoczesne proponował mamie przeniesienie się do Ośrodka Opiekuńczego na ul. Kopernika w Ustce, gdzie jak obiecywał, będzie miała wygody, jedzenie na czas, spokój i ciszę oraz towarzystwo . Aby spróbować uwiarygodnić zapisy w testamentach, napisał wniosek do komisji, alkoholowej, aby mnie skierować na przymusowe leczenie. Kiedy dostałem pierwsze wezwania potraktowałem, to jako żart, czy proces Kafki i nie stawiłem się. Różniej oczywiście sąd po zapoznaniu się ze sprawą wniosek oddalił. Stan mamy w tym czasie coraz bardziej się pogarszał, coraz częściej wpadała w swoje złe humorki i wywoływała awantury, już nawet parę razy w tygodniu. ( stan się dopiero poprawił w październiku 2006, jak zaczęła brać leki)

We wrześniu brat 2006 dopiął swego, mama zgodziła się zamieszkać w tym ośrodku, a mieszkanie zostało puste. 1 listopada, byłem kolejny raz odwiedzić tam mamę, ponieważ chciała odwiedzić cmentarz wyszliśmy na spacer. Po wizycie mama powiedziała, że nie chce wracać do tego ośrodka, bo są tam złe warunki i niedobre jedzenie. Poprosiła mnie, abym wrócił na Leśna i nią się zaopiekował, tak też zrobiłem.

Gdy mama 1 listopada 2006 roku wróciła z Domu Opieki mieszczącym się na ul. Kopernika w Ustce , na Leśną poprosiłem brata, aby pomógł mi znaleźć opiekunkę dla, mamy, w odpowiedzi usłyszałem, że dopóki ja tam mieszkam, to nic go nie interesuje,co się na Leśnej dzieje. Brat zaczął pomagać dopiero w maju, jak przejął konto bankowe mamy, które sam z mamą zakładałem, aby emerytura na nie przychodziła,wszystkie opłaty bank robił automatycznie, a stało się to krótko po tym, jak zażądał od mnie pieniędzy z mamy konta na jakieś zakupy, po mojej odpowiedzi, że oddam mu pieniądze, jak przedstawi paragony, czy rachunek. Niedługo po tym w ramach „oszczędności”, odmówił opiekunce płacenia za przychodzenie w sobotę. Mnie powiedział, ze jak chce takiej opieki, to niech sam za nią zapłacę, a przypomnę, że mama dostawała wysoką emeryturę po zmarłym mężu i pieniędzy nie brakowało. Brat nie musiał dokładać nic z własnej kieszeni , wprost przeciwnie, korzystał z pieniędzy mamy bez ograniczeń kontroli. W tym czasie pracowałem w mleczarni na 12 godzinnych zmianach, czyli łącznie z dojazdami przez 15 godzin nie było mnie w domu i mama musiała „sama sobie radzić”.

W związku z tymi nowymi okolicznościami oraz dość karkołomnym moim zadaniem dla lekarzy orzeczników, którzy nigdy mamy nie widzieli i nie rozmawiali, a mają wydawać opinie o jej poczytalności, z czasu sprzed ponad 10 lat temu.

wnoszę aby Wysoki Sąd wziął pod uwagę unieważnienie ostatniego testamentu z 23 grudnia 2012 zgodnie z Art. 945. § 1. Testament jest nieważny, jeżeli został sporządzony: pod wpływem groźby.

Potwierdzeniem tego są zeznania, sąsiadki p. Barbara D , która stwierdziła, że po śmierci Henryka Mazura, Darek M i jego żona zaczęli zastraszać, grozić, nie wpuszczać jej do swojego mieszkania oraz bić Justynę Mazur argumentując, że skoro testament jest na wnuczkę, to niech idzie sobie do wnuczki. Sam termin sporządzenia tego II testamentu z 23 grudnia 2012, mówi sam za siebie, zaledwie 2 miesiące po śmierci jej męża, kiedy jeszcze nie doszła do siebie oraz dzień przed wigilią.

Potwierdzają to również zeznania Stanisława O -

Jeden z młodzieńców miał kłopoty finansowe. Mama tych młodzieńców przychodziła do nas często, była podupadła chorą kobietą, przychodziła kilkanaście razy dziennie Oświadczyła , że jak syn Darek dowiedział się, że taki jest zapis, to kazał zapisać na siebieNie wiem nic, aby Justyna sporządziła testament

zeznania Wandy S -

I wówczas padło pytanie, dlaczego Artur Mazur został wydziedziczony. Ciocia nie była świadoma tego wpisu notarialnego, powiedziała, że został wydziedziczony, bo nie ma środków do życia, jest chory, nie jest w stanie założyć rodziny. Nie rozumiała tego wpisu. … Ciocia również powiedziała taki fakt,, że głównym celem jest zapewnienie warunków zamieszkania dla Artura Mazura, syn Dariusz otrzymał mieszkanie wykupione przez rodziców … Ciocia miała obawy, żeby ująć,Artura Mazura ze względów finansowych że komornik zabierze mieszkanie i o tym fakcie wiedział brat Dariusz M

zeznania Marii O -

O pierwszym testamencie to wiem, bo jej mąż mówił. Ja o drugim testamencie dowiedziałam się w czerwcu zeszłego roku … Zaraz o śmierci męża Justyna była bardzo przygnębiona Nie pamiętała wszystkiego,powtarzała swoje myśli. Jeszcze mówił H. Mazur , że sporządził testament na wnuki,... że Artur miał też jakieś sprawy w sądzie, nie chcieli by tu ktoś przyszedł na to mieszkanie i że najlepiej będzie jak testament będzie na wnuki. Zawsze mówili, że H. Mazur kupił mieszkanie dla syna Dariusza.

Zeznania Barbary D -

Wiem,że testament był na wnuczkę,bo syn Dariusz dostał mieszkanie na Wróblewskiego

Dopiero później się dowiedziałem się, że moi rodzice wbrew mojej prośbie, aby tylko moją część spadku, zapisali wszystko na moją córkę, bo tak im poradził prawnik, że wtedy będzie sprawiedliwie, ponieważ Dariuszowi M dali w latach 90-tych ok. 60 000 zł na kupno mieszkania na ul. Wróblewskiego oraz będzie jeszcze mu się należał zachowek. Przy takim założeniu obie strony dostałby po ok. 50 % spadku,czyli po równo.

W razie gdyby Wysoki Sąd nie przychylił się do uznania Art. 945 , to proszę, aby wysoki Sąd wziął również pod uwagę Art. 928. § 1. Spadkobierca może być uznany przez sąd za niegodnego, jeżeli:

2) podstępem lub groźbą nakłonił spadkodawcę do sporządzenia lub odwołania

testamentu - uzasadnienie podane powyżej